piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział 11

** 2 TYGODNIE PÓŹNIEJ **

Pakowałam swoje rzeczy do przeprowadzki. Ślub miał się odbyć już za tydzień. Musieliśmy się pośpieszyć ze względu na obecność John'a. Wrócił i dawał często o sobie znać. Zaślubiny , to miała być tylko i wyłącznie ceremonia z małą ilość osób. Mieli być tylko ci najbliżsi. I w tym był jeden problem. 

Sophie 

Ona była jedynym problemem. Nie zrozumcie mnie źle. Nie jest PROBLEMEM. Problemem jest wręczyć jej zaproszenie. Wiem, że chwilę będę musiała ją do tego przekonywać, ale w końcu jesteśmy jak siostry. Wiem o niej praktycznie wszystko. 

Stanęłam na przeciwko szafy z ubraniami i wyciągnęłam z niej białą sukienkę sięgającą do połowy ud w kwiatki, oraz czysty zestaw bielizny. 

Założyłam na siebie wybrane ubrania. Spojrzałam na zegarek, dochodziła godzina 13. Wzięłam ze stołu telefon i wyszłam. Byłam umówiona z Sophie. Nie chętnie zgodziła się na to spotkanie. Wiedziałam, że to co za chwilę miałam jej powiedzieć, nie będzie przyjemne, ani dla mnie, ani dla niej. Ale musiała zrozumieć, że to co robię, robię tylko i wyłącznie dla dobra dziecka. 

Weszłam do Starbucks'a w poszukiwaniu mojej przyjaciółki. Siedziała przy jednym z wielu stolików. Jak zawsze wyglądała idealnie. Jej brązowe, pofalowane włosy seksownie opadały na ramiona. Tak bardzo mi jej brakowało. 

- Soph... - wyszeptałam, a ona odwróciła się uśmiechając do mnie lekko. 

- chciałaś się spotkać. - mogłam wyczuć napięcie w jej głosie. 

- tak... ymmm.. musimy porozmawiać, Soph... - i pierwszy raz w życiu byłam w takiej sytuacji, że nie wiedziałam co powiedzieć. Naprawdę nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam przerażona tym, że moja najlepsza przyjaciółka, może po prostu nie przyjść na mój ślub. Pieprzyć to czy jest prawdziwy czy nie. Będzie to przełomowa chwila w moim życiu.

Wyjęłam z torebki zaproszenie i podałam je brunetce. Spojrzała się na mnie zszokowana. Wiedziałam, że tak będzie. Beznamiętnie otworzyła kopertę i zaczęła czytać jej zawartość. 

- Więc to był twój cel ? Wyjść, za mąż za wroga ? - powiedziała smutno, a mi język podszedł do gardła. 

- Soph... - mruknęłam 

- NIE ! Wiesz ile krzywdy mi wyrządził, a ty teraz wychodzisz za niego za mąż ? - krzyknęła.- Ufałam ci, zgodziłam się na ten pieprzony sojusz, ale nie zniosę tego, że wychodzisz za mojego największego wroga. - z jej oczu poleciały łzy. 

- Tu o to chodzi, żeby podpisać sojusz muszę go poślubić, w tedy sojusz zostanie zawarty. - powiedziałam cicho, Sophie zamilkła. - Tutaj nie chodzi o moje szczęście. NIE KOCHAM GO. Tutaj chodzi o bezpieczeństwo moich najbliższych, MOJEGO DZIECKO. - krzyknęłam. - John wrócił pragnie mojej śmierci, a co za tym idzie ? pragnie też śmierci mojego dziecka, Soph... 

- ja...- Sophie chciała coś powiedzieć. 

- Nic nie rozumiesz, nie wiesz jak to jest każdego dnia bać się, że stracisz coś najcenniejszego. Ja żyję tak każdego dnia. KAŻDEGO. - wyrzuciłam ręce w powietrze. - Jeśli nie chcesz nie przychodź, nie obchodzi mnie to, ale powiem Ci jedno, nie ty jedyna straciłaś przez nich wszystko. - wstałam i wyszłam. 

Ciepłe powietrze buchnęło mi w twarz. Łzy spłynęły po moim policzku. 

Nie wierzyłam, że była tak bardzo zapatrzona w siebie. Nie wierzyłam, że to była moja najlepsza przyjaciółka. 

Wzięłam swojego IPhona i wykręciłam numer do Niall'a. Po trzech sygnałach odebrał. 

- Cześć bb, co tam ? - usłyszałam po drugiej stronie jego wesoły głos. 

- Niall, możemy się spotkać ? - zaszlochałam. 

- coś się stało ? - Zapytał zmartwiony. 

- Sophie się stała. - mruknęłam. - to możemy ? 

- Jasne, będę za 15 minut przy "top secret" w centrum. - i rozłączył się. 

Ja na nic nie czekając zaczęłam iść w stronę cantrum. 

Znalazłam się tam po niecałych 15 minutach. Niall już tam był. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. 

- Hej bb, co jest ? - przytulił mnie. 

- Sophie myśli, że nasze "porachunki" tylko jej zabrały brata. - mruknęłam niezadowolona. - Niall, ja przez to straciłam rodzinę, rodziców, ja przez to straciłam wszystko. - łza spłynęła po policzku. 

- wiem, Blais... wiem - mocniej przycisnął mnie do swojego ciała. - Powinnaś z nią jeszcze raz porozmawiać, na spokojnie, bez strasu. - gładził dłonią moje plecy. - Nie powinnaś się stresować , bb.

- Tak, wiem. - odsunęłam się od niego i wytarłam ręką łzy. - kocham cię, Niall.

- Też cię kocham, bb. 

Wróciliśmy z Niall'em do mojego domu. Mimo, że to były początki ciąży odczuwałam duże zmęczenie. Lekarz  mówił, że to normalne. Weszłam do salonu i położyłam się na sofie. 

- Jesteś zmęczona. - mruknął Niall i usiadł koło mnie, kładąc moje nogi na swoich kolanach. 

- jestem. - kiwnęłam twierdząco głową. 

- Zaraz będzie tu Harry. - mruknął, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana. - Był odebrać suknie ślubną. - sprostował. 

- Nie powinien widzieć sukni ślubnej. - mruknęłam niezadowolona. 

- Nie zobaczy, jest w pokrowcu. - poklepał mnie po nodze. 

Jak na zawołanie drzwi do domu otworzyły się i stanął w nich Harry. 

- MAM ! - krzyknął uradowany. 

- Nie patrzyłeś ? - mruknęłam, chciałam brzmieć poważnie, ale na jego widok kąciki ust same szły ku górze. 

- Nie patrzyłem. - zaśmiał się zmysłowo patrząc na mnie swoimi zielonymi oczami.

- w takim razie oddaj mi moje cudeńko. - chwyciłam od niego sukienkę. 

- BARDZO DROGIE CUDEŃKO. - Harry sam zaoferował, że to on będzie wszystko będzie kupować, więc teraz niech nie narzeka.

- Stać cię na sto, Styles. - krzyknęłam z mojej garderoby.

- A tak swoją drogą, jak tam przygotowania do przeprowadzki ? 

- Bardzo dobrze - uśmiechnęłam się, ponownie kładąc się na sofie, kładąc nogi na Niall'u. 

- Nie za wygodnie ci ? - mruknął, a ja uśmiechnęłam się złośliwie. 

- nie, ale dziękuję za troskę panie, Styles.- Spojrzałam na niego rozbawiona. 

w tedy mój IPhone zadzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu "Sophie" 

nacisnęłam zieloną słuchawkę. 

- halo ? 

brak odpowiedzi 

- Sophie ? 

brak odpowiedzi 

-Sophie, co się dzieję ? 

I nagle do moich uszu dociera przeraźliwy krzyk... 

pisk 

Sophie 

i nagle wszystko wraca, każde najmniejsze wspomnienie z nim związane

wraca 

czuję na sobie ciekawskie spojrzenie Harry'ego. 

- Czego chcesz John ? - warknęłam, a z moich oczu poleciały łzy. 

- Dziecka. - odparł, krótko i rozłączył się. 

Nigdy nie byłam tak przerażona. 

NIGDY

Poczułam ciepłe dłonie Harry'ego na swojej talii. Ale nic mi tego nie ułatwiało. On miał moją przyjaciółkę. 

MOJĄ SIOSTRĘ

- Ma Sophie ... - powiedziałam przez łzy... - Ja już nie mam siły. 

i opadłam na podłogę leżąc zupełnie bezwładnie i modląc się. Modliłam się o to, by nic jej nie było. 

Tak bardzo chciałam teraz usłyszeć jej zdzirowaty śmiech.

tak bardzo chciałam teraz usłyszeć jej głos

tak bardzo chciałam się teraz do niej przytulić

tak bardzo chciałam by teraz była koło mnie

~~**~~

Nie zabijajcie mnie ? 

ewww rozdzial tak średnio mi się podoba, ale obiecałam drugi i jest (:  

DOCEŃCIE MOJĄ PRACE I :

KOMENTUJCIE ;3

I tweetujcie z hasztagiem

#TMHTLpl

Kocham was x

@xhoraneeex

1 komentarz:

  1. Oooo! Porwał Soph?! Co za ham! Jeszcze w zamian chce dziecka! Co on chce przez to osiągnąć? Co mu to da? Jaki podły człowiek! Współczuję Blais sytuacji.
    Maggie

    OdpowiedzUsuń