sobota, 18 lipca 2015

rozdział 5

- Możesz mi kurwa powtórzyć, co zrobiłaś ? - Spohie wydarła się na cały głos. - Blaisie, nie możesz tego zrobić.

- mogę i zrobię. Nie masz do stracenie tak dużo jak ja.

- a co ty masz do stracenia ? - westchnęłam.

dziecko.

- bardzo dużo.

- Blais... zobacz co on nam zrobił. Nie możemy tak po prostu podpisać z nim tego cholernego papierka. - wyrzuciła ręce w powietrze.

- Dlaczego nie ? - wzruszyłam ramionami. - to jest przeszłość Soph.

**wspomnienie**

Patrzyłam na leżącego na wycieraczce brata Soph. Na twarzy Harry'ego gościł wredny uśmiech. Histeryczny płacz Sophie rozległ się w moich uszach. Nie mogłam już nic zrobić. Widok jej barta był w prawdzie bardzo obrzydliwy. Krew wylewała się z jego przed chwilą przebitej czaszki. 

- nie daruję ci tego, Styles - warknęłam, podchodząc do niego i wymierzając mu pięścią w twarz. 

- nic mi nie zrobisz.- warknął, zatrzymując moją rękę. 

- ach tak ? - jego czujność została uśpiona, a moje kolano znalazło się na jego kroczu. 

- rozpocząłeś wojnę, Styles. - warknęłam. 

**koniec wspomnienia**

- Soph... ja wiem... to jest dla ciebie trudne, ale to chodzi o nasze bezpieczeństwo. - podeszłam do niej bliżej.

- Dlaczego mi to robisz ? - spytała smutna. - Tyle dla ciebie poświęciłam.

- słuchaj soph... to nie chodzi o to, czy chce, czy nie chce. Ja po prostu muszę. Clark coraz bardziej nagrzewa na nas ręce. Nie damy sobie rady same, możemy być silne, ale nie jesteśmy najsilniejsze. Zrozum to. - spuściła głowę.

- jesteś dla mnie jak siostra, nigdy cię nie zawiodłam i nie zawiodę cię teraz, ale proszę... bądź ostrożna... Styles to sprytna bestia. - przytuliła mnie.

- kocham cię.

- wiem, też cię kocham.

~~~**~~~

Siedziałam przed laptopem próbując napisać jakąś umowę, ale tak naprawdę to nie wychodziło mi to. Cały czas myślałam o dziecku. Coraz bardziej się o nie martwiłam. Moja interesująca praca mroziła krew z żyłach. Zaczęłam przeglądać swoją pocztę. Kilka bardzo ważnych wiadomości, oraz kilka reklam. szybko odpisałam na te najważniejsze, a resztę usunęłam, żeby moja skrzynka nie była zaśmiecona.

z rozmyśleń wyrwał mnie telefon.

numer nieznany 

- halo ? - mój niepewny głos rozbrzmiał w telefonie.

- Blaisie Konora... jeszcze nie mieliśmy przyjemności - odparł.

- kim jesteś - wydobyłam z siebie oschły głos.

- nikim.

- czego oczekujesz ? - uniosłam jedną brew.
- bardzo proste pytanie.- odparła anonimowa postać.- oczekuję, że w końcu spojrzysz prawdzie w oczy, skarbie. - przełknęłam ślinę.
- zostaw mnie w spokoju- rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko.
- co jest ? - gwałtownie odwróciłam się w stronę drzwi w których stał Harry.

KURWA

1 komentarz:

  1. Hejo kochana! :3
    Aaa. A więc to dlatego ta wojna. Zabójstwo brata Sophie... No nie dziwię się xD
    Hm. Interesuje mnie, kto dzwonił do Blaisie i czego chciała ta osoba. Podejrzane xD
    Rozdział jak zawsze wspaniały! I przepraszam, że tak krótko, ale nie ma mnie w domu.
    Czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko i ślę buziaki! :***
    PS Zapraszam do mnie na nn i na baaardzo ważną informację! ;)
    Maggie

    OdpowiedzUsuń